Jak wyjaśnia dr hab. Zbigniew Karaczun, profesor Katedry Ochrony Środowiska i Dendrologii SGGW i ekspert Koalicji Klimatycznej rzadko spotykana ostatnio w Polsce pokrywa śnieżna to dobra informacja. Deficyt śniegu w ostatnich latach powodował suszę hydrologiczną, czyli ubytek wody podziemnej i powierzchniowej.
Korzystne byłoby, gdyby śnieg topniał długo i powoli. W ten sposób odda dużo wilgoci do gleby, nawodni ją oraz uzupełni poziom wód gruntowych. Ryzyko jest takie, że duże ilości śniegu i niskie temperatury będą skutkować tworzeniem zatorów lodowych, a w konsekwencji lokalnymi podtopieniami i powodziami. Innym czynnikiem ryzyka jest nagły, skokowy wzrost temperatury, który może prowadzić do powodzi roztopowych. Taka sytuacja miała miejsce np. w 1979 roku, po tzw. zimie stulecia, kiedy zaczęły topnieć rekordowe ilości śniegu. Powódź objęła sporą część kraju, m.in. Pułtusk, gdzie woda utrzymywała się przez prawie trzy tygodnie, osiągając w najniżej położonych obszarach poziom przekraczający 2 m.