RWE: Local content wpisany w strategię

gm

21.06.2022 16:56
Strona główna Energetyka, OZE RWE: Local content wpisany w strategię

Partnerzy portalu

RWE: Local content wpisany w strategię - ZielonaGospodarka.pl
Fot. rwe.com

RWE Renewables jest jednym z deweloperów morskich farm wiatrowych, który nie tylko postrzega polski rynek jako bardzo obiecujący, ale ma też nam wiele do zaoferowania. Spółka, będąca liderem odnawialnych źródeł energii i jednym z wiodących światowych graczy morskiej energetyki wiatrowej, nie tylko rozwija jeden z pierwszych polskich projektów farmy na Bałtyku – F.E.W. Baltic II, ale i pracuje nad kolejnymi inicjatywami, które mogą przysłużyć się zarówno sektorowi, jak i gospodarce. O realizowanej farmie wiatrowej, budowaniu łańcucha dostaw i przedsięwzięciach edukacyjnych rozmawiamy z Senior Managerem F.E.W. Baltic II, Robertem Grzegorowskim oraz ekspertem ds. local content w RWE Renewables, Joanną Rybicką-Gornowicz.

Ostatnio w odpowiadającej za sektor MEW strukturze organizacyjnej RWE w Polsce, doszło do znaczącej zmiany.

Robert Grzegorowski: To prawda, przeszliśmy przez reorganizację mającą na celu zwiększenie znaczenia działalności w Polsce w strukturach korporacyjnych i demonstrację poważnego i głębokiego zaangażowania RWE w nasz rynek. Chcemy wzmocnić obecność i silniej wesprzeć proces zielonej transformacji energetycznej w Polsce. W tym celu powołana została nowa spółka: RWE Wind Offshore Polska. Czterech z pięciu członków jej zarządu to Polacy. Nastąpił też funkcjonalny podział działań na dwa obszary. Pierwszy to aktywny rozwój obecnego projektu – morskiej farmy wiatrowej F.E.W. Baltic II, wraz z jego realizacją zgodnie z harmonogramem, uzyskaniem systemu wsparcia poprzez komisję Unii Europejskiej, a następnie Urząd Regulacji Energetyki. Drugi obszar to aktywne tworzenie portfolio nowych projektów, co wiąże się m.in. z naszym udziałem w procesie aplikacyjnym o kolejne obszary lokalizacyjne.

Joanna Rybicka-Gornowicz: Reorganizacja strukturalna i powstanie nowej spółki to dobitne podkreślenie dużego znaczenia rynku polskiego dla RWE. Stał się on nieodłącznym elementem globalnej działalności firmy, co oznacza wspólne planowanie strategiczne i proces decyzyjny dla innych krajów, w których eksploatujemy farmy offshore, np. Wielka Brytania, Niemcy, Belgia, Dania i Szwecja. Nastąpiła pełna integracja, co jest ważne nie tylko z perspektywy pracowników, ale przede wszystkim postrzegania naszej firmy na zewnątrz. Pokazujemy, że stawiamy na energetykę morską, ale nie przez pryzmat jednego projektu, lecz całego portfela. Firma udowadnia, że chce w Polsce zostać dłużej, zamierza inwestować, dzielić się wiedzą, budować kompetencje, tworzyć nowe miejsca pracy.


Gospodarka Morska
Fot. Gospodarka Morska


Co w tym momencie dzieje się z projektem F.E.W Baltic II? Na jakim etapie są prace?

RG: Jesteśmy na zaawansowanym etapie przygotowań do budowy farmy wiatrowej na Bałtyku w ramach projektu F.E.W Baltic II. Zgodnie z założeniami, farma wiatrowa zostanie oddana do użytku na koniec 2026 r. Wtedy prąd z wiatru nad Bałtykiem zacznie płynąć do odbiorców w Polsce. Łączna ilość energii, którą wygeneruje F.E.W. Baltic II (350 MW), wystarczy do zaspokojenia rocznego zapotrzebowania na energię elektryczną prawie 300 000 polskich domów.

Projekt realizujemy zgodnie z przyjętym harmonogramem, co oznacza, że w 2024 r. rozpocznie się budowa bazy serwisowej w porcie Ustce. Wówczas mieszkańcy, turyści i wszyscy odwiedzający ten kurort nad Bałtykiem będą mogli na własne oczy zobaczyć kolejny etap przygotowań do produkcji energii elektrycznej z wiatru na Morzu Bałtyckim.

Mamy pozytywną decyzję środowiskową dotyczącą morskiej część inwestycji, która gwarantując spełnienie najwyższych standardów i wymaganych przepisów, umożliwia podejmowanie kolejnych kroków w procesie budowy i przybliża nas do uruchomienia farmy wiatrowej. F.E.W. Baltic II otrzymała wsparcie rządowe do pokrycia ujemnego salda dla energii elektrycznej wytworzonej w morskiej farmie wiatrowej (CfD / Contract for Difference) o planowanej mocy zainstalowanej 350 megawatów (MW).

Wybraliśmy także generalnych wykonawców lądowej i morskiej stacji elektroenergetycznej (odpowiednio GE Power/PILE Elbud oraz Chantiers de l’Atlantique), co jest szczególnie istotne z punktu widzenia zaangażowania RWE Renewables w przygotowanie infrastruktury niezbędnej do produkcji, a następnie przesyłu energii elektrycznej z obszaru Morza Bałtyckiego na ląd.

Weszliśmy w fazę kontraktacji. Wyłonimy w niej firmy podwykonawcze odpowiedzialne za realizację projektu, które dzięki posiadanym kompetencjom będą współtworzyć farmę Baltic II oraz zdobywać cenne doświadczenia w nowym sektorze polskiej energetyki. Mamy nadzieję, że w ten sposób uda nam się zaangażować jak najwięcej polskich podmiotów i dzięki temu wzmocnić krajowy łańcuch dostaw, który jest dla RWE bardzo istotny.

Projekt morskiej farmy wiatrowej wymaga wybudowania odpowiedniej infrastruktury na lądzie. Stąd potrzeba bazy serwisowej, która powstanie w porcie w Ustce. W dobrym i konstruktywnym dialogu współpracujemy z władzami samorządowymi miasta i gminy Ustka, władzami tamtejszego portu, aby proces przygotowania terenu inwestycyjnego, a także sama inwestycja pozytywnie wpłynęły na przestrzeń miejską nadmorskiego kurortu. Prowadzimy też rozmowy z właścicielami gruntów, na których poprowadzimy kable wyprowadzające wygenerowaną energię na ląd.

Jakie są największe wyzwania i trudności w tym projekcie?

RG: Kluczowym elementem w skutecznej realizacji przygotowań, budowy i następnie eksploatacji farmy wiatrowej jest bliska współpraca inwestora z przedstawicielami administracji centralnej, samorządowej, przedsiębiorstw, które będą zaangażowane w realizację inwestycji oraz mieszkańców nadmorskich gmin. Z zadowoleniem informuję, że na wszystkich szczeblach układa się ona bardzo dobrze, co bezpośrednio przekłada się na terminową realizację projektu F.E.W. Baltic II.

Od początku całego procesu blisko współpracujemy z Urzędami Morskimi w Gdyni i w Szczecinie, Regionalnymi Dyrekcjami Ochrony Środowiska w Gdańsku i Szczecinie. Na bieżąco komunikujemy się z władzami samorządowymi – w tym szczególnie władzami miasta i gminy Ustka, na terenie których powstają lądowe elementy infrastruktury morskiej farmy wiatrowej F.E.W. Baltic II. Osiągamy to dzięki dużemu doświadczeniu ludzi RWE Renewables w realizacji podobnych przedsięwzięć na innych rynkach i możliwości wykorzystania kompetencji w tym zakresie na rzecz rozwoju polskiej energetyki wiatrowej na wodach Morza Bałtyckiego.

Jednym z ważnych wyzwań podczas budowy morskiej farmy wiatrowej jest stworzenie przez inwestora infrastruktury na morzu i na lądzie, szczególnie przygotowanie wyprowadzenia mocy na ląd za pośrednictwem operatora sieci. W tej sprawie prowadzimy dobre, konstruktywne rozmowy z przedstawicielami Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Staramy się skoordynować harmonogram projektu z planami rozbudowy sieci lądowych PSE, co pozwoli na sprawne włączenie mocy wytworzonej przez F.E.W. Baltic II do krajowego systemu elektroenergetycznego.

Jednym z najważniejszych tematów w każdej rozmowie o projektach farm wiatrowych na Bałtyku jest local content. Jak w tym momencie wygląda ta kwestia w przypadku waszej inwestycji?

RG: RWE, jako globalny gracz na rynku offshore dzieli się wiedzą we wszystkich krajach, w których prowadzi działalność. Także w Polsce będziemy w sposób pragmatyczny i praktyczny wymieniać doświadczenia i know-how z rodzimymi partnerami i dostawcami. Wiemy, że jest to proces, który zajmie kilka lat. W tym czasie, dzięki naszej współpracy polskie firmy będą przygotowane, by stać się aktywnymi dostawcami na rynek morskiej energetyki wiatrowej w Europie. To realna korzyść dla wielu firm do zaistnienia na szerszym obszarze, w innowacyjnej branży, której jeszcze w Polsce nie było. Działając w sektorze offshore od wielu lat, obserwujemy szereg podmiotów, które skutecznie funkcjonują jako międzynarodowi dostawcy. Przykładem jest Energomontaż-Północ Gdynia, który w ubiegłym roku dostarczył na nasz projekt Kaskasi (farma wiatrowa na Morzu Północnym o mocy 342 MW) całą konstrukcję stalową morskiej stacji elektroenergetycznej. W ten sposób działają firmy zwłaszcza z sektora stalowego, ale także świadczące usługi różnego rodzaju badań batymetrycznych, przygotowania i wykonania badań środowiskowych oraz raportów.

Łańcuch dostawców świetnie sprawdza się na innych rynkach. Należy go przetransponować na rynek polski, nie zapominając o stałym umacnianiu i maksymalizacji. To jest rola powołanego w RWE zespołu local content, który odpowiada za przełożenie zdefiniowanej strategii na cele określone w planie łańcucha dostaw.

Jakie działania podjęliście, żeby zmaksymalizować udział polskich firm w swoim projekcie?

RG: To, co jest ewenementem jeśli chodzi o RWE, to że wszystkie wymagania ustawy offshorowej i rozporządzenia dotyczące local content zostały dobrze odzwierciedlone w procedurach wewnętrznych. Zobowiązujemy naszych głównych kontraktorów, generalnych wykonawców, do doboru i zatrudniania polskich firm. Jako RWE pomagamy w zakresie kontraktu tak, aby zapewnić rodzimym podwykonawcom ich miejsce w projekcie.

Wierzymy, że duże firmy polskie mogą aktywnie uczestniczyć jako nasi dostawcy pierwszego wyboru (Tier 1) i wykonywać znaczącą część dużych zadań inwestycyjnych. Choć przy projekcie F.E.W. Baltic II żaden z podmiotów nie podjął się tak szerokiej współpracy, to jesteśmy przekonani, że jest to kwestia czasu i zdobywania doświadczenia na przykład podczas wykonywania kontraktów częściowych. Pamiętajmy, że mechanizm local content działa dwukierunkowo: firmy zagraniczne produkujące fundamenty czy stacje transformatorowe nie będą w stanie w pełni obsłużyć rosnącego rynku europejskiego. Tutaj kryje się szansa dla polskich wykonawców, których będziemy mogli wesprzeć w działalności także poza granicami naszego kraju. Procent udziału polskich dostawców w poszczególnych etapach tworzenia i eksploatacji farm będzie wzrastał.

W jaki sposób wyliczany będzie udział polskich firm w inwestycji?

RG: Wartości procentowe oszacowaliśmy na podstawie istniejącego planu zamówień dużych kontraktów, odnosząc się do benchmarków rynkowych i możliwości dostawców, którzy na dzień dzisiejszy są w stanie aktywnie uczestniczyć jako podwykonawcy.

JRG: Bardzo poważnie traktujemy rozporządzenie dotyczące raportowania local contentu. Jest sześć głównych obszarów, dla których musimy i chcemy przekazać szczegółowe informacje dotyczące umów ze spółkami zarejestrowanymi w Polsce.

Tylko jak definiowana jest firma polska? Jeśli spółka zagraniczna otwiera w Polsce biuro to jest to już local content?

RG: Z punktu widzenia RWE, polski podwykonawca to firma, która aktywnie działa na naszym rynku, ma historię tej działalności, zatrudnia ludzi, generuje wartość poprzez wytwarzanie produktów lub usług. Traktujemy local content nie jako przykry i formalny obowiązek, ale realny wkład w krajowy system gospodarczy. Takie samo podejście na poziomie kontraktów narzucamy naszym firmom wykonawczym.

W jakich częściach inwestycji są największe luki pośród dostawców, które można uzupełnić local contentem?

JRG: Każdy pakiet projektu, który realizujemy, bardzo szczegółowo analizujemy pod kątem możliwości zaangażowania polskich poddostawców. Patrzymy nie tylko na dostawców Tier 1, ale również na możliwość zaangażowania mniejszych podmiotów. Naszą misją jest budowa przestrzeni pomiędzy generalnym wykonawcą, z którym jako RWE mamy podpisaną umowę, a poddostawcami polskimi. Dlatego na najbliższy dialog z dostawcami zaprosiliśmy generalnego wykonawcę stacji onshore, który opowie o zakresie prac, ale także o wymaganiach stawianym swoim poddostawcom. Po głębokiej analizie, której dokonaliśmy razem z generalnym wykonawcą, doszliśmy do wspólnego wniosku, że otworzymy się na roboty ogólnobudowlane, drogowe, systemy kontrolne CCTV i pakiety elektroenergetyczne 220 kV i 400 kV. Tu widzimy realny potencjał zaangażowania polskich firm.

RG: W naszym rozumieniu, budowa local contentu jest procesem ciągłym, który nigdy się nie zakończy. Zamiast narzekania, że poziom local content jest niski, zauważamy, że konieczność jego wykorzystania pojawia się na bardzo wczesnym etapie rozwoju projektu. W Wielkiej Brytanii większość prac przy pierwszych farmach wiatrowych wykonały firmy z zachodniej Europy. Brytyjczycy dopiero po 7-8 latach zorientowali się, że większość podatków nie jest płacona w Wielkiej Brytanii, tylko wraca do firm belgijskich czy holenderskich. Trzeba spostrzegać takie niuanse, a także być cierpliwym i mieć na uwadze, że w pierwszej fazie polskiego offshore mówimy o siedmiu projektach. To w sumie 5,9 GW i nie są to wielkości wytwarzania, przy których wielcy dostawcy przeniosą produkcję do Polski i uruchomią tu fabryki. Rynek offshore w naszym kraju dopiero się rozwija, jestem przekonany, że z udziałem RWE będzie to także rozwój i międzynarodowa ekspansja polskich firm. Taką przyjęliśmy strategię i konsekwentnie ją realizujemy.

Z perspektywy polskich firm są to jednak duże projekty. Na dodatek polskie firmy już sporo słyszały o local content przy innych projektach, takich jak Baltic Pipe, gdzie koniec końców było go bardzo niewiele.

RG: W RWE robimy wszystko, co możemy, żeby poziom zaangażowania polskich firm był jak największy. Stąd nasza strategia, jak i personalne ambicje.

JRG: Mamy mocne przekonanie, że warto dać polskim przedsiębiorcom szansę. Nie patrzymy tylko na Tier 1, na dużych graczy. Patrzymy bardzo daleko na łańcuch dostaw, począwszy od pojedynczych podzespołów czy elementów instalacji. Widzimy potencjał, który drzemie w polskim rynku.

Dlatego rozmowy techniczne prowadzimy już na wczesnym etapie przygotowań do budowy. Naszym założeniem jest przekazanie wiedzy na temat konkretnych pakietów potrzeb już teraz, tak, żeby polscy przedsiębiorcy mieli czas na przygotowanie się i byli gotowi, kiedy ruszą przetargi. Dajemy im czas, wiedzę, mówimy: „uwaga, brakuje wam jednego certyfikatu, macie rok żeby go zdobyć, startujcie”. Staramy się wypracować partnerskie, a przede wszystkim transparentne relacje, bo wiemy, że to jest kluczem do dobrej dla wszystkich stron współpracy.

RG: Local content powinien być również dostrzegany z perspektywy nowych koncesji offshore. To, co pomoże temu rynkowi, to efekt skali związany z wyborem kolejnych deweloperów, którzy będą rozwijali kolejnych kilkanaście projektów. To jest prawdziwy bodziec, który uruchomi ten rynek. Wydaje mi się, że w ciągu następnych 2-3 lat zobaczymy dużą intensyfikację działań obecnych i przyszłych graczy. Jak zakończy się druga faza – przyznanie 11 nowych lokalizacji – tego nie wiemy. Mamy jednak nadzieję, że będziemy jej aktywnym uczestnikiem i dzięki temu pomożemy rozwijać jeszcze mocniej łańcuch dostaw.

W RWE rynek Polski jest objęty planem rozwojowym dla całego południowego Bałtyku, w którym zawierają się także projekty w Danii, Szwecji, Litwie, Łotwie i Estonii. Nie ukrywamy, że na podstawie stosunku jakości produktu do ceny Polska została wskazana jako kraj, który ma stać się offshorowym hubem, zarówno engineeringu – stąd biuro w Gdyni – jak i budowy łańcucha dostaw – Polscy wykonawcy mogą dostarczać produkty na rozwijane przez RWE rynki.

Kolejny, często podnoszony w dyskusjach o offshore w Polsce temat to brak kadr. Sektor wygeneruje dużo miejsc pracy, których w tym momencie nie ma kim zapełnić. Stąd też inicjatywy edukacyjne, które na dobrą sprawę również można traktować jako element local content.

JRG: Local content to oczywiście bardzo ważny łańcuch dostaw dla towarów i usług, ale w tym pojęciu mieszczą się też inicjatywy niefinansowe. Nie rozdzielamy tego, działamy dwutorowo, bo wierzymy, że kształcenie kadr i sukcesja są nie tylko potrzebne, ale wręcz niezbędne. Dlatego uruchomiliśmy program Working Students – zaprosiliśmy do RWE studentów, którzy chcą znaleźć dla siebie miejsce w branży.

Firmy, które przygotowują się do działania na rynku offshore mają 5-7 lat na dostosowanie się. Za tych kilka lat studenci, których mamy dziś w biurze, będą najlepszymi specjalistami w branży. Skorzysta na tym nie tylko RWE, ale i szeroko pojęty rynek pracy. Warto podkreślić, że w offshore przydają się bardzo różne kompetencje. Jest tu miejsce nie tylko dla inżynierów. Poszukujemy też ludzi z kompetencjami humanistycznymi, bo myślimy o zakupach, o local contencie, o zarządzaniu projektami... Inteligencja emocjonalna, empatia, praca w zespole to cechy, które w pierwszej kolejności powinny być brane pod uwagę na takich stanowiskach. Jeśli między nami a studentem jest tzw. chemia, to jej czy jego wykształcenie ma mniejsze znaczenie niż fakt, że chce się czegoś nauczyć.

RG: W pierwszej edycji dwóch z trzech przyjętych w RWE studentów jest z kierunków nietechnicznych.

JRG: Ta branża jest dobrym miejscem do pracy dla wszystkich, którzy szukają ciekawego miejsca do rozwijania swoich pasji i możliwości. Oczywiście, podstawą są inżynierowie, natomiast duża część pracy w offshore to proces inwestycyjny, dialogu z administracją, interesariuszami rynku. Umiejętność rozmowy, negocjacji, efektywnej komunikacji to obecnie podstawowe kwalifikacje pracownicze. W zarządzaniu projektem, które mamy bardzo dobrze ustrukturyzowane, 80% predyspozycji indywidualnych pracownika to tzw. kompetencje miękkie.

Working Student to program w całości mentoringowy. Każdy student ma przydzielonego opiekuna, z którym spędza określone godziny pracy, może z nim porozmawiać o tym, co chce robić, czy dany obszar jest dla niego interesujący, czy może chce spróbować czegoś innego. To nie są miesięczne staże. Program jest minimum półroczny, maksymalnie dziewięciomiesięczny. A jeżeli po tym czasie ktoś będzie chciał z nami zostać, również jest na to szansa. Studenci są traktowani jak pełnoprawni członkowie zespołu, mają dostęp do szkoleń, webinarów itd.

Skąd się rekrutują ci studenci?

JRG: Z Uniwersytetu Szczecińskiego, Gdańskiego i Morskiego w Gdyni. Mamy z tymi uczelniami podpisane umowy o współpracy i z tymi ośrodkami chcemy jak najwięcej podobnych inicjatyw prowadzić. Ogłoszenie o programie było opublikowane na portalu LinkedIn, co dało możliwość aplikowania przez studentów ze wszystkich uczelni.

RG: Kolejna edycja programu będzie ogłaszana za pół roku. Powiemy o niej na wszystkich uczelniach technicznych w Polsce, a więc także w ośrodkach takich jak Warszawa, Kraków, Lublin, tam, gdzie prowadzone są kierunki energetyczne. W tej chwili program został skierowany głównie do uczelni z Trójmiasta, bo tutaj są nasi inżynierowie. Nie chcemy, żeby nasz mentoring był prowadzony w wersji zdalnej. Choć jest to oczywiście możliwe, to uważamy, że dziewięć miesięcy aktywnego funkcjonowania w organizacji pod okiem opiekuna jest wartością na tyle dużą, że powinno być prowadzone tylko w sposób bezpośredni.

JRG: Chcemy, żeby ludzie, którzy rozpoczną z nami współpracę w ramach programu, wyciągnęli jak najwięcej dla siebie. Osoba, która po dziewięciu miesiącach wyjdzie na rynek pracy, będzie uzbrojona w zasób kompetencji, które będzie mogła wykorzystać także w innych organizacjach.

RG: Głównym czynnikiem, który wpływa na ilość miejsc jest dostępność mentorów. Czas spędzony przy projekcie jest bardzo aktywny, a opiekun musi znaleźć dodatkowo minimum 10 godzin w tygodniu, czyli jedną czwartą etatu, na dodatkową pracę – dzielenie się wiedzą ze studentem. Wierzymy, że po ukończeniu studiów uczestnik programu RWE będzie mógł być pełnoprawnym pracownikiem w branży offshore.

Wszystko to buduje obraz, że wszystko w local contencie jest proste, wystarczy sobie dobrze rozplanować, rozpisać, a potem nagle do tych wszystkich potencjalnych dostawców uda się dotrzeć. Ale czy to rzeczywiście na polskim rynku jest łatwe?

JRG: To jest bardzo trudne. Zdawaliśmy sobie sprawę, że przyjmując formułę z generalnym wykonawcą w roli głównej, ciężej będzie dotrzeć do potencjalnych dostawców.

Jak to ciężej? Przecież potencjalni mali dostawcy będą częściej kojarzyć firmę będącą generalnym wykonawcą, niż dewelopera.

JRG: Zależy nam na tym, żeby dotrzeć do jak największej liczby potencjalnych podwykonawców. Dlatego organizujemy ogólnodostępne, bezpłatne spotkania, w których biorą udział przedstawiciele naszych generalnych wykonawców. Tam padają konkrety, szczegóły, dokładne specyfikacje prac. Ale ten matchmaking między dostawcami a wykonawcą jest po naszej stronie, to my wykonujemy tę mrówczą pracę, żeby polskie firmy znalazły się na wydarzeniu, żeby mogły nas posłuchać, poznać niezbędne informacje. Budowanie świadomości i przekonywanie polskich dostawców, że nawet, jeśli nie brali wcześniej udziału w rynku offshore, to mają na nim szansę, to nasze zadanie.

Jak w tym momencie oceniacie szanse na rozwój całego sektora MEW w Polsce?

RG: Sektor polskiej energetyki wiatrowej na morzu wkrótce stanie się jednym z motorów zielonej transformacji energetycznej. Wydaje się, że sprawne przeprowadzenie tej zmiany odbędzie się, gdy weźmie w niej udział wielu inwestorów, w tym doświadczonych w dziedzinie offshore, jak RWE Renewables. Wspólnie możliwe jest przyspieszenie w tym obszarze i pełniejsze wykorzystanie potencjału Morza Bałtyckiego.

Składamy kolejne wnioski koncesyjne o nowe obszary na Bałtyku, aby mieć możliwość realizacji następnych projektów offshore w naszym kraju. Chcemy wzmocnić obecność i silniej wesprzeć proces zielonej transformacji energetycznej w Polsce. Doświadczenie i wiedza RWE w budowie i eksploatacji farm wiatrowych gwarantuje znaczne zbliżenie się do wyznaczonych dla Polski celów klimatyczno-energetycznych.

Partnerzy portalu

ase_390x150_2022

Surowce

 Ropa brent 64,38 $ baryłka  0,00% 21:58
 Cyna 27192,00 $ tona 0,72% 4 lip
 Cynk 3169,00 $ tona 1,44% 4 lip
 Aluminium 2431,00 $ tona 2,01% 4 lip
 Pallad 2680,00 $ uncja  0,00% 21:57
 Platyna 1191,10 $ uncja  0,00% 21:59
 Srebro 25,11 $ uncja  0,00% 21:59
 Złoto 1731,30 $ uncja  0,00% 21:59

Dziękujemy za wysłane grafiki.