Ekspert rynku: Europa jest skazana na ekstremalne zjawiska na rynku energii [WYWIAD]

Strona główna Energetyka, OZE Ekspert rynku: Europa jest skazana na ekstremalne zjawiska na rynku energii [WYWIAD]

Partnerzy portalu

Ekspert rynku: Europa jest skazana na ekstremalne zjawiska na rynku energii [WYWIAD] - ZielonaGospodarka.pl

Rozmowa z Przemysławem Piesiewiczem, ekspertem rynku energetycznego, menedżerem w spółce EDON Energia.

- 12 grudnia energia elektryczna osiągnęła na rynku SPOT ogromną cenę ponad 930 Euro za MWh. Niemiecki rynek potrzebował energii, bo nie pracowało OZE. Odpływ energii ze Szwecji i Norwegii rozzłościł tamtejszych decydentów. Posypały się oskarżenia, że Niemcy są niepoważni... Zupełnie niedyplomatyczny język w wydaniu skandynawskich polityków.  

PP: - Niestety, tu widać jak idiotyczna była decyzja o wyłączeniu niemieckich elektrowni atomowych. Wyłączono je, a efekt jest taki, że elementem stabilizacji systemu jest w tej chwili energetyka węglowa, emisyjna, oparta zarówno na węglu brunatnym i kamiennym. A do tego - import energii poprzez interkonektory. Z rynków szwedzkiego, norweskiego dosłownie znika energia uderzając w tamtejsze gospodarki. W Norwegii zbiega się to w czasie z kampanią wyborczą, więc temat jest gorący.

Ale też powiedzmy szczerze - przez lata Norwegia swoją tanią energię z elektrowni wodnych chętnie sprzedawała Niemcom, solidnie na tym zarabiając. 

- Skoro tak długo zarabiano, skąd więc oburzenie po 12 grudnia? Zarobili najwięcej... 

PP: - To jest za duża skala destabilizacji rynku, za częste skoki cen i to drastyczne. Proszę spojrzeć - 12 grudnia rekord ceny, my rozmawiamy po kilku dniach, wiatr wieje, ceny niemal zerowe. Trudno w takich warunkach prowadzić biznes. A wracając do relacji międzynarodowych. Połączenia energetyczne między Francją i Niemcami, które kiedyś ratowały niemiecką energetykę często są niesprawne, wielkie kupowanie energii jest niemożliwe. To jeszcze bardziej destabilizuje rynek skandynawski. Ale już nie francuski.

- To zabrzmiało jakby celowo je wyłączano. 

PP: - Nie wiem, mówię tylko, że często są niesprawne (śmiech), a ceny we Francji są stabilne dzięki temu. Francja korzysta ze swoistej premii pierwszeństwa. Myślę też, że jest jeszcze jeden element - uczestnicy rynku chcą pokazać Niemcom jak wielki błąd popełnili politycy w Berlinie. Dzień po dniu niemieccy decydenci otrzymują dowody, jak źle postąpili likwidując energetykę jądrową. Dostają sygnał, że opieranie tak mocno uprzemysłowionej gospodarki na niestabilnych źródłach OZE nie sprawdza się, że muszą budować solidną podstawę stabilizacji systemu. A przypomnijmy, zgodnie z unijną taksonomią energetyka jądrowa traktowana jest jako zeroemisyjna. 

- Czy te sygnały z rynku ktoś w Niemczech zrozumie?

PP: - W sensie politologicznym, trudno mi się wypowiadać. W sensie gospodarczym widać pewne sygnały, np. prezes RWE wypowiedział się ostatni w sprawie możliwości przywrócenia pracy elektrowni atomowych, jako realnego scenariusza. Ale politycy w Niemczech mają swój własny świat. A pamiętajmy, że w Niemczech też zbliżają się wybory. Więc na razie nikt nie dotyka kwestii powrotu do atomu. 

- Ale jeśli kryzysy będą się powtarzać, to atom może stać się główna osią kampanii wyborczej w Niemczech.

PP: - To prawda, kilka takich kryzysów i dyskusja może być bardzo żywa. Może wręcz decydować o wyniku głosowania. Ale to teoretyczne założenie.

- A jakie jest ryzyko, meteorologiczne, że energii będzie brakować zimą tak jak 6 listopada, albo 12 grudnia. 

PP: - Ryzyko jest bardzo duże. Firma analityczna Montel przedstawiła raport poświęcony prognozom pogody. W tym raporcie napisano wprost, że zmienność pogody i co za tym idzie cen będzie coraz większa. A teraz do tego obrazu dołóżmy kolejne elementy. Rozwój technologii wodorowych nie idzie tak jak oczekiwano, a ostatni przetarg na offshore w Danii skończył się fiaskiem, nie wpłynęła ani jedna oferta. To daje całościowy obraz sytuacji w Europie. Niestety, niestabilność cen to będzie rzeczywistość najbliższych lat. Europa jest skazana na ekstremalne zjawiska na rynku energii. 

- Wróćmy na chwilę do Norwegii. Tam pojawiły się wypowiedzi, żeby zlikwidować interkonektory i ograniczyć sprzedaż energii do Europy. To realne groźby? Po upływie obecnych umów w 2026 r. Norwegia może to zrobić. 

- Tu widzę kilka elementów. Po pierwsze polityka. To element gry przedwyborczej w Norwegii. Po drugie, to jest trochę budowanie swojej pozycji negocjacyjnej przez Norwegów na przyszłość. Bo to jest państwo bardzo mocno dbające o swoje interesy. Norwegia z jednej strony sprzedaje czystą energię z elektrowni wodnych, ale jak potrzeba sprzeda nam też paliwa kopalne, które przecież cały czas wydobywa. Oni dbają głównie o swój interes i nie można im z tego czynić zarzutu. No i proszę zwrócić uwagę na jeszcze jeden element. Gdy Niemcy płacili 930 Euro za Mwh energii , w Wielkiej Brytanii płacono za MWh nawet 3,5 tys. Funtow. Na rynku spotowym była taka cena i Norwegia odpowiadała na to zapotrzebowanie. 

- W Polsce możemy liczyć na stabilność systemu?

- W naszym kraju w najbliższych latach zniknie 3,8 GW z zamykanych źródeł węglowych. Z ostatniego przetargu na rynek mocy wynika, że remedium mają być magazyny energii, a nie energetyka gazowa. Tu są potrzebne ogromne, szybkie inwestycje. Mogą też już być włączane farmy wiatrowe na Bałtyku. Więc mamy perspektywę stabilizacji, ale trzeba bardzo szybko działać w tym zakresie.

Partnerzy portalu

Surowce

 Ropa brent 75 $ baryłka  2,12% 26.06.2026 09:05
 Cyna 50075 $ tona 1,11% 26.06.2026 09:05
 Cynk 3431 $ tona -0,16% 26.06.2026 09:05
 Aluminium 3131 $ tona -0,57% 26.06.2026 09:05
 Pallad 1188 $ uncja  0,89% 26.06.2026 09:05
 Platyna 1596.85 $ uncja  0,90% 26.06.2026 09:05
 Srebro 57.89 $ uncja  0,70% 26.06.2026 09:05
 Złoto 4041.75 $ uncja  0,63% 26.06.2026 09:05

Dziękujemy za wysłane grafiki.