Nie służy przyrodzie i osłabia ochronę przed zmianą klimatu. Mimo to latem koszenie w miastach idzie pełną parą

Strona główna Zielone trendy Klimat, edukacja Nie służy przyrodzie i osłabia ochronę przed zmianą klimatu. Mimo to latem koszenie w miastach idzie pełną parą

Partnerzy portalu

Nie służy przyrodzie i osłabia ochronę przed zmianą klimatu. Mimo to latem koszenie w miastach idzie pełną parą - ZielonaGospodarka.pl
Joanna Kędzierska/miejski trawnik po koszeniu

Panująca susza nie odstrasza zarządców polskich miast od intensywnego koszenia trawników, które po takim zabiegu najczęściej przypominają suche klepisko. Tak jest chociażby w Warszawie, gdzie na koniec maja Zarząd Zieleni zdecydował się na usunięcie trawy na wielu obszarach mu podlegających. Czy w zmieniającym klimacie takie zabiegi mają dalej sens?

 

Większość z nas przyzwyczaiła się do wizji krótko przystrzyżonego, zielonego trawnika, który okala chodniki. Wiele osób uznaje go za elegancki i schludny. Problem polega na tym, że przy nieregularnych opadach i coraz wyższych temperaturach, które przynosi zmiana klimatu trawa jest zielona coraz mniej, szczególnie jeśli krótko ją przystrzyc. Polska zmaga się z suszą już od kilkunastu lat, a w miastach, które kumulują ciepło ze względu na dużą ilość betonu temperatury są wyższe niż poza nimi. Zieleń stanowi więc jedyną ochronę przed upałem i przynosi realną ulgę. Specjaliści więc już od lat apelują, aby przy suszy najlepiej nie kosić. 

 

Koszenie jako wyjątek, a nie reguła 

 

- Koszenie trawników w czasie suszy powinno być traktowane jako zabieg wyjątkowy, a nie rutynowy. Wysoka trawa w mieście nie jest „zaniedbaniem”, lecz elementem miejskiej odporności klimatycznej. Chroni glebę przed bezpośrednim nasłonecznieniem, ogranicza parowanie, zatrzymuje więcej wilgoci, spowalnia odpływ wody opadowej i obniża temperaturę przy powierzchni gruntu. Nisko wykoszony trawnik bardzo szybko przesycha, nagrzewa się i traci funkcje biologiczne – mówi nam prof. dr hab. Piotr Skubała z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody, biolog i ekolog

 

Zarząd Zieleni uważa, że koszenie jest konieczne nawet w suszy. - Jeśli chodzi o trawniki przyuliczne – w pierwszej kolejności kosimy tam, gdzie trawy są najwyższe. Pierwsze koszenie ma istotne znaczenie dla zdrowia i wyglądu murawy – pobudza trawy do krzewienia się, czyli wypuszczania nowych pędów bocznych, co prowadzi do zagęszczenia darni. Gęsta darń jest bardziej odporna na deptanie, choroby oraz lepiej znosi suszę. Nieskoszone trawy szybko się wydłużają, kładą i filcują, co ogranicza dostęp światła do dolnych partii roślin i może prowadzić do zamierania murawy – tłumaczy nam Karolina Kwiecień-Łukaszewska, rzeczniczka prasowa warszawskiego Zarządu Zieleni. 

 

Profesor Skubała nie do końca podziela to podejście. - Z punktu widzenia roślin koszenie podczas suszy oznacza dodatkowy stres. Roślina, która już cierpi z powodu niedoboru wody, traci znaczną część powierzchni asymilacyjnej, czyli tej, która umożliwia fotosyntezę. Musi zużywać zapasy energii na odbudowę liści, zamiast przeznaczać je na przetrwanie okresu suszy i rozwój systemu korzeniowego. Dlatego argument, że pierwsze koszenie zawsze „wzmacnia murawę”, jest zbyt uproszczony. Może być prawdziwy w odniesieniu do intensywnie pielęgnowanego trawnika ogrodowego, podlewanego i użytkowanego rekreacyjnie, ale nie powinien być automatycznie przenoszony na wszystkie miejskie zieleńce w czasie suszy – podkreślił ekspert. 

 
 Co w trawie piszczy?

 

Profesor Skubała zwraca również, że argument Zarządu Zieleni, że nieskoszone trawy „kładą się i filcują”, wymaga doprecyzowania, ponieważ problem ten dotyczy głównie intensywnie utrzymywanych trawników użytkowych, nie zaś każdego miejskiego zieleńca. 

- Tam, gdzie teren nie pełni funkcji sportowej ani reprezentacyjnej, chwilowe położenie się trawy nie jest katastrofą ogrodniczą. Może wręcz sprzyjać zacienieniu gleby i ograniczeniu parowania. W dobie kryzysu klimatycznego priorytetem nie powinien być wyłącznie wygląd murawy, lecz jej funkcje ekosystemowe: retencja wody, chłodzenie miasta, ochrona gleby i podtrzymywanie bioróżnorodności – powiedział prof. Skubała. 

 

Jak zauważył nie przekonuje go również argument, że w pierwszej kolejności należy kosić tam, gdzie trawy są najwyższe, ponieważ z perspektywy przyrodniczej właśnie najwyższa, najbardziej zróżnicowana roślinność może mieć największą wartość siedliskową i mikroklimatyczną. Takie miejsca według eksperta często najlepiej zatrzymują wilgoć, są najchłodniejsze i stanowią najważniejsze schronienie dla owadów oraz drobnych zwierząt. Wysokość roślinności nie powinna być więc automatycznym kryterium koszenia. Kryterium powinno być bezpieczeństwo, funkcja terenu i wartość przyrodnicza.

 

Wysoka roślinność to nie tylko ochrona przed upałem, ale ma ona zasadnicze znaczenie dla małych zwierząt, które w niej żyją, jak owady, pająki, ślimaki, dżdżownice, larwy wielu gatunków, a także drobne kręgowce. Dla zapylaczy, które jak wiemy wymierają wysoka, kwitnąca roślinność jest źródłem nektaru i pyłku. Dla wielu bezkręgowców jest miejscem rozrodu, żerowania, ukrycia przed upałem i drapieżnikami.  - Koszenie „do zera”, zwłaszcza prowadzone na dużej powierzchni jednocześnie, niszczy siedliska, zabija część organizmów bezpośrednio, a pozostałe pozbawia pokarmu i schronienia – zwraca uwagę prof. Skubała. 

 

Zmiany idą w dobrym kierunku, ale potrzeba trawnikowej rewolucji

 

Zarząd Zieleni deklaruje, że mając świadomość zachodzących zmian kosi rzadziej i mniej. - - - Od kilku lat systematycznie zmniejszamy powierzchnię trawników wymagających regularnego koszenia, zastępując je m.in. rabatami z krzewów i bylin oraz terenami o bardziej naturalnym charakterze (np. łąkami miejskimi). Równolegle prowadzimy działania wspierające adaptację miasta do zmian klimatu – sadzimy drzewa, krzewy i byliny, zwiększamy powierzchnie biologicznie czynne oraz realizujemy działania związane z rozszczelnianiem i „rozbetonowywaniem" wybranych powierzchni. W parkach celowo pomijamy koszenie pod koronami drzew, a niektóre trawniki kosimy tylko raz lub dwa razy w sezonie – mówi nam Karolina Kwiecień-Łukaszewska. Rzeczniczka Zarządu Zieleni zapewnia także, że trawniki przyuliczne są koszone obecnie 3 razy rocznie, chociaż kilka lat temu było to jeszcze 5 razy. Jeżeli chodzi o trawniki reprezentacyjne to jest to nawet do 10 koszeń, a trawniki rekreacyjne w parkach – jeszcze częściej, z uwagi na intensywne użytkowanie przez mieszkańców. Łąki miejskie koszone są natomiast -1–2 razy, w zależności od potrzeb przyrodniczych danego siedliska. 

 

Profesor Skubała docenia te zmiany, zauważa jednak, że nadal potrzeba zmiany filozofii 

Warto docenić, że Zarząd Zieleni deklaruje ograniczenie liczby koszeń, tworzenie łąk miejskich, sadzenie drzew, rozszczelnianie powierzchni i pozostawianie roślinności pod koronami drzew. To dobre kierunki. Problem polega jednak na tym, że argumentacja nadal opiera się częściowo na tradycyjnym modelu trawnika: równego, niskiego, estetycznie kontrolowanego. W warunkach narastającej suszy, fal upałów i kryzysu bioróżnorodności ten model powinien ustąpić podejściu ekologicznemu: mniej koszenia, wyższe koszenie, koszenie późniejsze, koszenie mozaikowe i bezwzględne unikanie koszenia „do zera” – 

mówi. 

 

Koszenie mozaikowe receptą na miejskie problemy 

 

Według profesora Skubały zrozumiałe jest koszenie pasów bezpieczeństwa przy przejściach dla pieszych, skrzyżowaniach, ścieżkach, ławkach, placach zabaw czy intensywnie użytkowanych polanach rekreacyjnych, jednak nie wynika z tego potrzeba wykaszania całych dużych powierzchni, bo można utrzymać krótkie pasy komunikacyjne i widocznościowe, a pozostałą część pozostawić wyższą. Jak podpowiada ekspert najlepszym rozwiązaniem jest koszenie mozaikowe, które polega na tym, że nie kosi się całej powierzchni naraz, lecz tylko jej część, pozostawiając nieskoszone płaty jako refugia, czyli schronienia dla owadów, pająków, ślimaków, drobnych ssaków i ptaków. Kolejne fragmenty można kosić w innych terminach, tak aby zawsze część roślinności pozostawała wysoka i kwitnąca. W praktyce oznacza to: koszenie pasów przy chodnikach i drogach, utrzymywanie niskiej trawy tam, gdzie wymaga tego bezpieczeństwo, ale pozostawianie większych płatów nieskoszonych w parkach, na skwerach, pod drzewami, na obrzeżach zieleńców i wzdłuż mniej uczęszczanych ciągów.

 

Koszenie mozaikowe pozwala pogodzić potrzeby mieszkańców z potrzebami przyrody. Miasto nie musi wybierać między „estetyką” a „dzikością”. Może tworzyć zieleń uporządkowaną, ale żywą: z krótkimi pasami użytkowymi, strefami rekreacji i jednocześnie z fragmentami wysokiej roślinności pełniącymi funkcję retencyjną, chłodzącą i siedliskową.

- W dobie suszy i zmiany klimatu wysoka trawa w mieście pomaga nam na kilka sposobów: zatrzymuje wilgoć, chroni glebę przed przegrzaniem, ogranicza pylenie i erozję, wspiera owady zapylające, zwiększa różnorodność biologiczną, poprawia mikroklimat i zmniejsza efekt miejskiej wyspy ciepła. Dlatego ograniczenie koszenia nie powinno być przedstawiane jako rezygnacja z pielęgnacji, lecz jako nowoczesna, odpowiedzialna forma zarządzania zielenią miejską – podsumował prof. Skubała. 

 

 

 

Partnerzy portalu

Surowce

 Ropa brent 85.62 $ baryłka  0,30% 16.07.2026 07:05
 Cyna 53897.5 $ tona 2,27% 16.07.2026 07:05
 Cynk 3589.25 $ tona 0,52% 16.07.2026 07:05
 Aluminium 3170 $ tona 1,01% 16.07.2026 07:05
 Pallad 1321.5 $ uncja  1,23% 16.07.2026 07:05
 Platyna 1689.7 $ uncja  3,03% 16.07.2026 07:05
 Srebro 58.1 $ uncja  -1,59% 16.07.2026 07:05
 Złoto 4067.05 $ uncja  0,22% 16.07.2026 07:05

Dziękujemy za wysłane grafiki.