Rząd planował uznaniowo odłączać prosumentów od sieci. Po medialnej aferze odstąpił od pomysłu

Strona główna Energetyka, OZE Rząd planował uznaniowo odłączać prosumentów od sieci. Po medialnej aferze odstąpił od pomysłu

Partnerzy portalu

Rząd planował uznaniowo odłączać prosumentów od sieci. Po medialnej aferze odstąpił od pomysłu - ZielonaGospodarka.pl
Pixabay

Pod koniec maja na stronach Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt rozporządzenia opracowanego przez ministerstwo energii, które miało dawać możliwość zdalnego sterowania prosumenckimi instalacjami fotowoltaicznymi. Wywołało ono niemałe kontrowersje i poruszenie w mediach. Minister energii Miłosz Motyka zapewnił, że takich zapisów nie będzie.

 

Rozporządzenie miało nakładać na posiadaczy przydomowych instalacji fotowoltaicznych obowiązek instalacji specjalnego sterownika, który dawałby możliwość ich monitorowania i ingerencji operatorom sieci dystrybucyjnych, do których podłączone są takie instalacje. 

 

Pomysł ME mógł odbić się prosumentom czkawką

 

Celem rozporządzenia było danie operatorowi możliwości zdalnego ograniczenia produkcji lub całkowite wyłączenie instalacji, jeżeli wytwarzałaby ona w danym czasie zbyt dużo energii, a co za tym idzie za bardzo obciążała sieć. Dodatkowo kosztem wymiany falownika, albo zakupu sterownika mieli zostać obciążeni prosumenci. Wynosi on od kilku do kilkunastu tysięcy. Odmowa montażu takiego urządzenia miała wiązać się odłączeniem danej instalacji od sieci. 

 

Tego typu przepisy uderzyłyby w prosumentów rozliczających się w systemie net-biling, czyli odkupujący energię z sieci, gdy ich instalacja nie wytwarza dostatecznie dużo, by pokryć swoje zapotrzebowanie i odsprzedający ją do sieci, kiedy instalacja wytwarza jej za dużo wobec ich potrzeb. Wiązałoby się to z realnymi stratami finansowymi, bo prosumenci w momencie nadwyżek mogliby być pozbawiani możliwości odsprzedaży energii, jeśli ich operator uznałby, że sieci dystrybucyjne są nadmiernie obciążone. 

 

Wydaje się, że tego typu legislacja, która powstała w ministerstwie energii miała być odpowiedzią na coraz częściej pojawiające nadwyżki energii z PV, zwłaszcza w miesiącach letnich. Kiedy takie się pojawiają, na przykład w słoneczne dni generują mnóstwo problemów. Po pierwsze obciążają sieci, które nie są w stanie przyjąć całej wyprodukowanej energii, dlatego też operatorzy są często zmuszani do wyłączeń własnych wielkoskalowych instalacji OZE, co przynosi im straty materialne. Operatorzy, to duże spółki skarbu państwa, które mają w swoim portfolio coraz więcej mocy odnawialmych. Nadprodukcja prowadzi także do pojawienia się ujemnych cen energii na Towarowej Giełdzie Energii, a więc do kolejnych strat po stronie posiadaczy instalacji.

 

Duża energetyka nie radzi sobie z nadwyżkami energii

 

Problemy te są jednak przede wszystkim wynikiem zbyt powolnej trasnformacji energetycznej w Polsce, która nadal większość swojego miksu energetycznego opiera na dużych jednostkach węglowych, które są nieelastyczne, co oznacza, że w przypadku nadprodukcji energii z OZE, operator – PSE decyduje się na wyłączenie OZE, a nie elektrowni węglowej, bo tej nie da się włączyć i wyłączyć na żądanie. Rozruch takiej jednostki trwa kilka dni, dlatego w pierwszej kolejności wyłącza się OZE, a nie elektrownie, bo kiedy warunki pogodowe nagle się zmieniają OZE może również nagle przestać wytwarzać odpowiednią ilość energii, pozostawiając odbiorców bez prądu. Sprawę rozwiązałyby wielkoskalowe magazyny energii, które odciążyłyby sieć i pozwoliłby przechowywać nadwyżki, ale te dopiero są w budowie. Dodatkowo o ile powstają sieci przesyłowe, operatorzy – a więc duży dostawcy energii – nadal nie wystarczająco rozwijają sieci dystrybucyjne, do których są podłączone instalacje prosumenckie. 

 

Wydaje się jednak, że to nie najsłabsze ogniwo całego systemu – a więc prosumenci, czyli zwykłe gospodarstwa domowe powinny być obciążane skutkami niedorozwoju polskiego systemu energetycznego. 

 

Po tym jak wybuchła burza w mediach wokół rozporządzenia, mnister energii Miłosz Motyka  zapewnił na antenie radia RMF FM, że takie zapisy się nie pojawią.

 

Przepisy były “zbyt daleko idące”

 

– Nie, tych zapisów nie będzie. Od razu mówię, ani takiej interpretacji, ani takich zapisów związanych z wyłączeniem fotowoltaiki nie będzie. (...) Nie ma też momentu, ani nie ma takiej chwili, w której ktokolwiek by chciał wykorzystać to rozporządzenie do przepchnięcia jakichkolwiek przepisów godzących w interes obywateli – mówił Motyka.

 

Zgodził się także, że przepisy zawarte w rozporządzeniu nie były do końca trafione. 

– Ta ingerencja, która zresztą była (...) intencją związaną z bezpieczeństwem tych instalacji i ich wpływu na system, ewentualną jego stabilizację, po stronie spółek, po stronie zajmujących się energetyką firm, była zbyt daleko idąca – komentował szef ME.

 

Motyka podkreślił również, że projekt rozporządzenia jest na razie na etapie konsultacji, które mają potrwać do 24 czerwca i że prosumenci z pewnością nie będą stratni. 

 

 

 

Partnerzy portalu

Surowce

 Ropa brent 85.62 $ baryłka  0,30% 16.07.2026 05:05
 Cyna 53897.5 $ tona 2,27% 16.07.2026 05:05
 Cynk 3589.25 $ tona 0,52% 16.07.2026 05:05
 Aluminium 3170 $ tona 1,01% 16.07.2026 05:05
 Pallad 1321.5 $ uncja  1,23% 16.07.2026 05:05
 Platyna 1689.7 $ uncja  3,03% 16.07.2026 05:05
 Srebro 58.1 $ uncja  -1,59% 16.07.2026 05:05
 Złoto 4067.05 $ uncja  0,22% 16.07.2026 05:05

Dziękujemy za wysłane grafiki.