Wiatraki mogą jednak zagrażać ptakom. Potrzebne jest przyjęcie nowych wytycznych dla branży

Strona główna Energetyka, OZE Wiatraki mogą jednak zagrażać ptakom. Potrzebne jest przyjęcie nowych wytycznych dla branży

Partnerzy portalu

Wiatraki mogą jednak zagrażać ptakom. Potrzebne jest przyjęcie nowych wytycznych dla branży  - ZielonaGospodarka.pl
fot. Dariusz Górecki

Grupa ośmiu naukowców przygotowała dla Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ) nowy zestaw wytycznych dotyczący tego jak budować lądowe farmy wiatrowe, aby nie zagrażać chronionym i zagrożonym wymarciem gatunkom ptaków. Nie wszystkie z nich bowiem sprawnie omijają łopaty turbin, a to często kończy się ich śmiercią. Badacze przekonują jednak, że można pogodzić interesy branży i przyrody, jeśli ich głos zostanie wysłuchany.

 

GDOŚ zamówił wytyczne ponad rok temu, a wymagania, które należało spełnić, aby móc wziąć udział w przetargu były bardzo wyśrubowane. Ośmiu ekspertów z wieloletnim doświadczeniem terenowym i naukowym zdobywanym tak w Polsce, jak i za granicą przekazało już wytyczne do GDOŚ, które ma teraz prowadzić konsultacje ich dotyczące. Przemysław Wylegała z Akademii Rolniczej w Poznaniu, dr Jacek Antczak z PAN, dr Jakub Glapan z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dr Dariusz Górecki z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, dr Sebastian Guentzel z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Przyrodniczego, Krzysztof Kajzer absolwent Wydziału Leśnego Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, dr Tomasz Knioła z PAN, Aleksandra Szurlej-Kielańska z Akademii Rolniczej we Wrocławiu oraz Uniwersytetu Gdańskiego to grupa doświadczonych biologów ornitologów, którzy sprawdzali oddziaływanie lądowych farm wiatrowych na ptaki  m.in. w Polsce, w Hiszpanii, Niemczech, Francji czy w RPA. Wytyczne, które przygotowali to zbiór dobrych praktyk i zaleceń jak postępować przy budowie farm, aby ptaki nie ucierpiały. Powstawały one na podstawie długotrwałego monitoringu zachowań zwierząt przed, w trakcie i po budowie farm wiatrowych. 

 

Polska podzielona na trzy strefy 

 

Naukowcy podzielili Polskę na trzy strefy; takie, gdzie turbin wiatrowych nie powinno stawiać się w ogóle, takie, gdzie można, ale po spełnieniu konkretnych warunków i takie, gdzie nie trzeba wprowadzać żadnych obostrzeń. - Te pierwsze są cenne pod względem ornitologicznym, a więc w ich pobliżu znajdują się rezerwaty czy szlaki migracyjne. To tak zwane hotspoty, czyli miejsca dużych koncentracji gatunków i ich lęgowisk, jak Biebrzański Park Narodowy czy Narwiański Park Narodowy. Drugie to te, gdzie można stawiać turbiny wiatrowe z odpowiednimi uwarunkowaniami, działaniami minimalizacjami czy kompensacjami. Rozwiązania minimalizujące polegają na przykład na przesunięciu pojedynczych turbin. - Inwestor zaplanował farmę na 20 turbin i wyszło mu, że akurat dwie stoją problematycznie. Gdzieś w pobliżu gniazda bielika czy między lęgowiskiem, a żerowiskiem i dokładne badania, które my proponujemy w naszych wytycznych, wykażą, że te 18 turbin nie stwarza problemu, natomiast z dwóch albo rezygnujemy, albo je przeniesiemy. Możemy też zastosować inne działania jak instalacja systemów detekcyjnych, co pozwoli wyłączyć turbinę w odpowiednim momencie, gdy może ona zagrażać ptakom – tłumaczy dr Dariusz Górecki, jeden z naukowców, który przygotował wytyczne. Trzecia strefa to tereny, które nie są zbyt cenne dla ptaków. Eksperci przekonują, że ochrona ptaków powinna polegać na ustandaryzowaniu procedur dla wszystkich projektów lądowych farm wiatrowych. Jest to konieczne ze względu na różne zachowania różnych gatunków ptaków. - Co ważne, nasze wytyczne są nowoczesnym podejściem. My uwzględniamy rozmaite nowoczesne technologie i metody, których 20 lat temu nie było wcale – podsumowuje Górecki.

 

Ptak ptakowi nierówny

 

-To, co branża podkreśla, że turbiny nie zabijają i że ptaki je widzą i omijają, to jest tylko częściowo prawda, ale nie zawsze. W dobrych warunkach pogodowych, oczywiście jak świeci słońce i jest bezchmurne niebo Kania czy Bielik widzą turbinę z kilometra, czy dwóch. Jednak będzie tak w przypadku dorosłych osobników, bo młode są niedoświadczone - mówi dr Dariusz Górecki. Jak dodaje każda lokalizacja jest inna i trzeba do niej podchodzić indywidualnie obserwując zachowanie ptaków, a ponadto istnieją gatunki, które są szczególnie podatne na kolizje. – My się skupiamy na gatunkach najcenniejszych, najrzadszych, najbardziej wartościowych, najbardziej problematycznych i które mają status zagrożonych. Najważniejsze w naszej ocenie są drapieżniki, których jest mało, później przystępują do rozrodu i ich śmierć jest najczęściej największą stratą dla środowiska. Są to w szczególności ptaki drapieżne, ale też ptaki wodnobłotne i ptaki o dużych rozmiarach ciała, jak Kania ruda, Orlik krzykliwy, Bielik, Myszołów zwyczajny, Pustułka, Błotniak stawowy, ale także Bocian. Prawdopodobieństwo kolizji jest jednak zróżnicowane w obrębie poszczególnych farm wiatrowych i jest to ściśle związane z warunkami terenowymi – tłumaczy Górecki. 

ZielonaGospodarka
dr Dariusz Górecki w trakcie pracy/fot. Dariusz Górecki



Stąd budując farmę należy zwracać uwagę na jej odległość od gniazda lub czy teren farmy może stanowić ważne żerowisko, ponieważ jeśli ptaki są okresie lęgowym, a więc muszą się najeść, a żerowisko jest na terenie farmy wówczas podejmują ryzyko nawet jeśli widzą turbinę. Jednak wniosków sformułowanych na podstawie charakterystyki jednej lokalizacji nie można przenosić na ogół populacji i na wszystkie lokalizacje. Wymienione gatunki często nie widzą łopat turbin, bo tak przystosowała je ewolucja. - To kwestia budowy anatomicznej oka i głowy danego ptaka, ekologii. Kania, Myszołów czy Bielik, latają patrząc w dół, bo w ten sposób szukają potencjalnego pożywienia. Tak latały przez tysiące czy dziesiątki lat ewolucji i nie miały przeszkód przed sobą. Są one ewolucyjnie dostosowane do tego, żeby wypatrywać na ziemi gryzoni czy jaszczurek, które stanowią ich pożywienie. Nie patrzą więc przed siebie, dlatego nie widzą przeszkód. Do tego dochodzi fizyka, czyli szybkie obroty łopat turbin, które dochodzą do 300 km/h, a z odległości 20-40 metrów ptakom to się zlewa w jedną niewidoczną przestrzeń – tłumaczy Górecki. 

 

Tracąc cenne gatunki, tracimy pieniądze 

 

Jak podkreśla Górecki wyżej wymienione gatunki to ptaki o niskiej rozrodczości, a jedno pisklę rocznie to czasami sukces rozrodczy, dlatego czasami jest tak, że utrata nawet jednej czy dwóch par z danego terytorium może wprowadzić do wyginięcia całej populacji w długim czasie. To z kolei nie pozostanie bez wpływu na gospodarkę człowieka. - Myszołowy, Kanie, Orliki bardzo intensywnie żerują na gryzoniach takich jak Norniki, Myszy i innego typu szkodniki rolnicze. Ponadto gwarantują one, że bioróżnorodność zostaje utrzymana i ograniczają szkody rolnicze, bo ograniczają liczebność innych gatunków, które mogą być dla człowieka szkodnikami. Na polach stawia się specjalne pale, na których te Myszołowy czy Pustułki mają siadać i polować na gryzonie. I kiedy wyjmuje się szczytowe drapieżniki, które są na górze łańcucha pokarmowego gryzonie będą niszczyć uprawy – mówi Górecki, dodając, że wymienione gatunki podlegają bezwzględnej ochronie na mocy Ustawy o ochronie przyrody, jednak do przepisów podchodzi się z lekceważeniem i przymrużeniem oka.

 

Partnerzy portalu

Surowce

 Ropa brent 93.83 $ baryłka  2,65% 23.07.2026 07:05
 Cyna 54095 $ tona 1,50% 23.07.2026 07:05
 Cynk 3590.5 $ tona 0,45% 23.07.2026 07:05
 Aluminium 3183.25 $ tona 0,88% 23.07.2026 07:05
 Pallad 1297.5 $ uncja  1,29% 23.07.2026 07:05
 Platyna 1651.5 $ uncja  0,90% 23.07.2026 07:05
 Srebro 60.06 $ uncja  1,64% 23.07.2026 07:05
 Złoto 4135 $ uncja  1,30% 23.07.2026 07:05

Dziękujemy za wysłane grafiki.